RSS

Dzień sto drugi, czyli lekcja uprzejmości

12 maj

Do zamieszczenia tego wpisu natchnął mnie jeden z demotywatorów. Już wcześniej nachodziły mnie tego typu refleksje, ale dochodziłam do wniosku, że może przesadzam, że może zbytnio koloryzuje niektóre fakty. Chodzi mi właśnie o uprzejmość, czy w sklepach, czy w kasach dworcowych (podaje te miejsca, bo w Polsce to właśnie w nich raczej tej cechy nie uświadczysz). Kojarzycie te zasępione miny pań przy kasach, które nawet dzień dobry Ci nie powiedzą, no chyba, że Ty zrobisz to pierwszy, ale i tak z łaską odpowiadają. Wiem jak męcząca i mało płatna jest ta praca, ale to nie jest nasza wina, więc te trzy słowa (dzień doby, dziękuję, do widzenia) nie są chyba aż tak fatygujące, a naprawdę zmieniają nastawienie klienta. Tutaj czuję się “ważna” (a przecież moje zakupy zazwyczaj nie przekraczają 5 euro), wiem, ze jestem klientem i że to o mnie się dba. Wiem też, że to wszystko jest swego rodzaju chwytem marketingowym, ale tak czy owak muszę te zakupy robić, a oni mi tylko to uprzyjemniają.

W kasach dworcowych jest to samo, ja z moją kaleczoną wymową zabijam pewnie narządy słuchowe tych biednych kasjerów, ale nie dają tego po sobie poznać. Przeważnie poprawiają mnie, ale bez żadnego ironicznego uśmiechu pod nosem, czy z wyrzutem, że nie znam języka. No i zawsze dzień dobry i do widzenia. W naszych polskich kasach dworcowych czasem masz wrażenie, że zawracasz im głowę swoją osobą.

Braku uprzejmości nie można zarzucić też innym Belgom. Gdy stoisz w kolejce do kasy z jedną czy dwiema rzeczami, a osoba przed Tobą ma ich tonę albo nawet o kilka więcej niż Ty to zawsze Cie przepuści. Zawsze przytrzymają drzwi jak za nimi idziesz, czasem nawet poczekają. Powiecie, że u nas jest to samo, zgodzę się, ale rzadziej. Jak byłam na święta w domu, to specjalnie zwracałam na to uwagę i uwierzcie mi, nie raz mało w drzwi nie weszłam, bo osoba przede mną nawet się nie obejrzała, czy ktoś za nią nie idzie.

Wszyscy są bardzo troskliwi o Twoje samopoczucie. Jeśli nie zapytasz zaraz po przywitania “Ca va?” (w wolnym tłumaczeniu “Wszystko dobrze?) to może nie zostaniesz zlinczowany, ale na pewno zostanie to zauważone. Jest to do tego stopnia powszechne, że jestem w 100% pewna, że mają to zakodowane w swoich procesorach myślowych i zarówno pytają, jak i odpowiadają machinalnie. Dlatego wygląda to czasem komicznie (taka rozmowa zasłyszana pod moim oknem

-Salut!

-Salut! Ca va?

-Ca va, ca va. Ca va?

-Oui, ca va

I jeszcze kilka wymienionych słów i tyle). Zastanawialiśmy się nieraz, czy kiedyś ktoś powiedział “Nie, jest beznadziejnie,..” A spróbuj Polaka zapytać, jak leci, to od razu wygłasza całą litanie skarg i zażaleń. Wiem, bo sama tak robię (oczywiście tutaj zawsze odpowiadam zgodnie z ich “tradycją’).

About these ads
 
5 komentarzy

Posted by w dniu 12/05/2011 w Życie codzienne

 

5 responses to “Dzień sto drugi, czyli lekcja uprzejmości

  1. Filip

    12/05/2011 at 06:00

    Jak byłem w Finlandii to spotkałem się z bardzo podobnym traktowaniem, odmiennym od tym w Polsce. Różnica nie występuje tylko w sklepach, ale także na uniwersytecie, w tak mrocznych miejscach jak dziekanat i inne miejsca tego typu. Miałem wrażenie, że ludzie tam chcieli mi naprawdę pomóc jak miałem jakąś sprawę, a nie odesłać mnie gdzieś.
    Co do chwytu marketingowego – że ekspedientka w sklepie jest uprzejma to nie jest chwyt :) to jest zwyczajna uprzejmość, ale fakt, to sprawia, że klient czuje się ważny. Sprzedawca często jest postrzegany jako osoba, która chce Tobie coś koniecznie sprzedać. Jako sprzedawca wiem, że żeby komuś coś sprzedać, trzeba zapomnieć o chwytach, a podchodzić do ludzi normalnie uprzejmie i dawać im tego, czego chcą.

    Co do skarg i zażaleń polaków – tacy jesteśmy, to tylko potwierdzenie panującego na świecie stereotypu o polakach, jako narzekającym narodzie. W Wielkiej Brytanii jest podobnie, też każdy się pyta “how are you?”. I nawet jak dom Ci spłoną, to mówisz “fine thanks”

    Chciałem się zapytać jak jest na przejściach na ulicy w Belgii :) bo w Finlandii ludzie zatrzymują się zawsze kiedy tylko spostrzegą. Jak idę w kierunku ulicy, ale jeszcze mam ładne 10 metrów do przejścia, a kierowca mnie widzi – to zatrzyma się. Jak do Polski wróciłem to mało mnie nie przejechali. Jak jest w Belgii w stosunku do Polski w tym temacie? :)

     
  2. terezzz

    12/05/2011 at 09:47

    Ilekroć przechodzę przez ulicę, to myślę o tym, żeby te zachowania opisać tutaj, ale potem oczywiście zapominam, dziękuję za przypomnienie:) Już po pierwszym dniu dane mi było poznać się na tutejszych kierowcach. Po tym jak już kilka razy miałam taką sytuację, ze stoję sobie grzecznie czekając aż samochód przejedzie, a ten widząc mnie się zatrzymuje i czeka aż przejdę stwierdziłam, że muszę zmienić taktykę. Masz racje, nawet jak sie dopiero dochodzi do przejscia, to się zatrzymują. Czasem to aż mi głupio, bo nie raz minie trochę czasu zanim dojde do przejścia, potem przejdę, a oni grzecznie i spokojnie czekają! Jak byłam na święta w Krakowie, to też niewiele brakowało, żeby mnie samochód potrącił, a moje znajome ze zdziwieniem patrzyły jak wchodzę prosto na pasy, bez zatrzymywania się.
    No tak, jak witam się z innymi Erasmusami, to też zawsze “How are you?” i zawsze ta sama, pozytywna odpowiedź.
    Faktycznie, może uprzejmość to nie jeden z chwytów marketingowych w teorii, ale dla mnie, Polki, jak ktoś obcy jest miły, to znaczy, że ma ku temu interes, bliżej lub mniej sprecyzowany, ale jakis na pewno. Co do dziekanatów, to ja akurat raz trafiłam, na nie zbyt uprzejmą kobietę, ale poza tym nie miałam żadnych problemów. Czasem przychodziłam z głupimi sprawami, czy też zawracałam głowę po kilka razy, a oni nic, zawsze tak samo uprzejmi. Powiem szczerze sprawiało mi to przyjemność, bo wiedziałam, że nie dość, ze zasięgnę informacji u dobrego źródła, to jeszcze nie zostanę potraktowana jak śmieć. W urzędzie, przy legalizacji pobytu, to samo- uprzejmy pan, fachowe podejście do sprawy i bez cienia grymasu po usłyszeniu mojego francuskiego (dodam, że to były pierwsze dni, więc było gorzej niż źle:)). Mój profesor, wykładający czasem na uniw. w Belgii, opowiedział nam, jak to pewnego razu wszedł do jakiegoś urzędu i od razu podszedł do niego facet w garniaku pytając w czym może pomóc! Po czym wszystko dokładnie mu wyjaśnił, skierował do odpowiednich pokoi i sprawa załatwiona w kilkanaście minut. Wyobrażacie sobie takie coś w Polsce!

     
  3. Filip

    12/05/2011 at 17:49

    Ale mięsa takiego jak u nas to na pewno nie mają! : ) dzięki za odpowiedź, może sobie skoczę do Belgii w te wakacje ;)

    ah, i nie uważasz, że istnieje coś takiego jak uprzejmość z czystej… uprzejmości? Gdzie jedynym potencjalnym interesem może być to, że chcesz aby inni także byli uprzejmi wobec Ciebie?

     
  4. Damian

    09/01/2013 at 01:26

    Hej, super blog! Jeśli był o tym wpis to po prostu napisz jak nie to mogłabyś przedstawić koszty życia w Belgii? Planuje tam erasmusa ale jednak finanse są dla mnie bardzo ważne. Wiem że program zapewnia jakieś pieniądze ale na ile to starcza? :)

     
    • terezzz

      02/02/2013 at 19:03

      Moim zdaniem jedynie akademik/mieszkanie jest droższe niż u nas. Ja za ten pierwszy płaciłam 250 euro miesięcznie (za “jedynkę” ze wspólną łaz. i kuchnią), więc dużo więcej niż w Polsce. Co do reszty, to nie widzę różnicy- oczywiście wszystko zależy od tego, do jakiego poziomu jesteś przyzwyczajony, ale spokojnie możesz liczyć na to, że “przeżyjesz” za te pieniądzę, co w Polsce:) Jeżeli w grę wchodzi Erasmus, to stypendium, które otrzymasz ma docelowo pokryć różnicę w kosztach, w moim przypadku przeznaczyłam je na mieszkanie.

       

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: